05 czerwca 2017

Pierwszy chłopak

Mojego pierwszego chłopaka poznałam przez Internet. 

Ale wiecie, takiego na poważnie. Tych z podstawówki nie liczę, Chociaż temu chłopakowi podałam ich liczbę jako moich byłych adoratorów.. Dokładniej rzecz ujmując, poznaliśmy się na "epulsie". W ogóle mi się nie podobał. Miał tak brzydkie zdjęcie profilowe, że wstydziłam się go pokazać koleżankom. 

Umiał zbajerować. Tyle komplementów od niego usłyszałam, że zapomniałam o kompleksach. Byliśmy razem 3 miesiące. Nie pamiętam, czy liczyłam to od momentu pierwszego spotkania, czy dłuższe pisanie w to wliczyłam… Wydawało mi się, że piszemy ze sobą bardzo długo, zanim się spotkaliśmy. Po paru tygodniach pisał mi wyznania miłosne. Dla zakompleksionej nastolatki był to balsam dla duszy. 

W tym okresie, kiedy byliśmy razem, wyglądałam naprawdę atrakcyjnie. Co też miłość robi z człowieka! Ubierałam się znacznie gustowniej, miałam ładną fryzurę, akurat wtedy fryzjer się spisał. Chodziłam uskrzydlona. Nie ważne, że ani trochę nie był w moim guście. Ważne, że ja byłam w jego i codziennie słyszałam miłe słowa. Rzucił mnie po trzech miesiącach. Oczywiście przez smsa. 

W akcie desperacji skontaktowałam się z jego siostrą, żeby pogadać. Spotkałyśmy się. Była bardzo miła. Poradziła mi, żeby go olać i sam do mnie przyleci. Posłuchałam tej rady, która niestety nie przyniosła oczekiwanych efektów. Chyba z rok  za nim tęskniłam. Potem mi przeszło i stwierdziłam, że całe szczęście nie jesteśmy razem. Igor też się cieszył, bo twierdził, że byłam nie do wytrzymania, kiedy miałam chłopaka. Wiadomo, wszystkie tematy się wokół tego kręciły. 

Przypominam sobie teraz, co mogło być jednym z powodów, dla których mnie zostawił. Byliśmy razem z jego znajomymi, a ja byłam mało zabawna i rozmowna. Wy już wiecie, że potrzebuje czasu na nowe znajomości. Nie spełniłam jego oczekiwań. 

Krótko po zerwaniu ścięłam włosy na chłopaka. Oczywiście zamierzenie było inne, jak już Wam pisałam. Fryzura miała być szałowa. Może był to jakiś akt desperacji z mojej strony?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail