05 czerwca 2017

Randez-vous

Ubrałam moją najlepszą czerwoną bluzkę, zawiązywaną na szyi, czarne klapki na koturnie. Cholernie niewygodne! Plus obcisłe dżinsy. 

Pojechałam na randkę do Gdańska. Ewa akurat pracowała przy rozdawaniu ulotkek w tunelu. 

Miałyśmy plan, że gdyby chłopak mi się nie spodobał, napiszę jej dyskretnie smsa, a ona do mnie zadzwoni i nakłamię, że muszę wracać. 

Gdy tylko go zobaczyłam wiedziałam, że randka się nie uda. Miał jakieś dwa metry wzrostu. Ja mam zaledwie 160! Cieszyłam się, że nie wybrałam się w płaskich butach. W ogóle mi się nie podobał. Już nawet nie pamiętam jego twarzy. Widać, że był zestresowany, a ja nie ułatwiałam mu zadania, bo byłam oschła. Było to naprawdę wredne z mojej strony! Nasz spacer trwał jakieś 15 minut i wdrożyłam mój niecny plan. Był zawiedziony. Później stałam razem z Ewą, pomagając jej przy ulotkach, a on akurat tamtędy przechodził! Tego nie przewidziałam!

Tak sobie myślę, jakie człowiek ma wymagania względem drugiego człowieka. Nawet nie dałam mu szansy pokazać się z jak najlepszej strony. Nie każdy potrafi być otwarty, zabawny już od pierwszego spotkania. Powinnam przecież to znać z autopsji… Nie chodzi mi o to, żeby być z kimś, kto się nam w ogóle nie podoba, jest nie w naszym guście, ale o to, żeby potraktować tego kogoś po ludzku, nie dać mu odczuć, że go nie polubiliśmy. Lepiej, żeby ten ktoś wyszedł z tej relacji na zero niż z niższym poczuciem własnej wartości. Najlepiej zawsze postawić się w sytuacji drugiego człowieka. Gdyby mnie jakiś chłopak olał po 15 minutach rozmowy, na pewno nie wpłynęłoby to pozytywnie na moją samoocenę…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail