23 czerwca 2017

Co nieco o szczęściu

Dziś zdecydowanie nie był moim dniem. 

Aczkolwiek dzięki temu wpadłam na pomysł dzisiejszego wpisu.

Będzie o szczęściu.  

Nie pamiętam, czy już o tym wspominałam. Najwyżej powtórzę, bo warto!

Gdy miałam parę dni z rzędu kiepskich, to kolejne musiały być udane, dla równowagi. W odwrotną stronę też działało. Dobre dni, musiały się w końcu skończyć, bo nie można mieć za długo dobrej passy. Nie pozwalało to, do końca cieszyć się aktualnym szczęściem. Myślami byłam przy zbliżającej się katastrofie. 

Wręcz jej wyczekiwałam! 

Myślałam sobie: „Ciekawe co tym razem się wydarzy?”. Brałam pod uwagę kłótnie, porażki towarzyskie, pryszcze, ogólnie zły wygląd. Oczywiście  bywały również nieprzewidziane wydarzenia. Nie było mowy o cieszeniu się chwilą!

Ps. Znowu naszła mnie ochota na zmianę fryzury! Ledwo zapuściłam moje włosy do ramion! Marzy mi się bob, wiecie przód trochę dłuższy od tyłu. Zniechęca mnie tylko do tego pomysłu późniejsze układanie. Teraz kompletnie się nie martwię, związuje albo spinam włosy nie przejmując się wiatrem czy deszczem. Muszę to poważnie przemyśleć…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail