28 maja 2017

Jako Panna Młoda

„A jakbyśmy nie wpadły na to, że trzeba ją zwęzić?”

„Na pewno byśmy to zauważyły?”

„A jak nie? „

Panikowałam już po fakcie, myśląc o tym, co mogłoby być, gdyby Klaudia, dziewczyna brata, nie zobaczyła mnie w mojej sukni ślubnej. Z tyłu było wiązanie, my z mamą zawsze przymierzałyśmy ją na oko, bo mama nie miała cierpliwości. 

Co za ignorancja z naszej strony! 

Klaudia zabrała się za to profesjonalnie. Zawiązała tył jak trzeba i stwierdziła, że suknia jest za luźna, tył odstaje. Mama rzuciła żartem, że mam jeszcze trochę czasu i mogę przytyć… 

Krawcowa miała dwa tygodnie na zwężenie i skrócenie sukni. 

Wybrałam pierwszą suknię, którą przymierzyłam. Właściwie odkupiłam ją przez Internet. Na przymiarkę pojechałam z tatą. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze pomyślałam, że wyglądam jak księżniczka. Nie mogłam jej nie wziąć. Buty dostałam gratis. Akurat były w rozmiarze 36. Później i tak kupiłam inne. Wyższe. Nie chciałam być karakanem w dniu Ślubu. Suknia była prosta, gdzieniegdzie miała koronkowe kwiaty. Była na grubych ramiączkach, na czym mi bardzo zależało. Nie brałam pod uwagę gorsetowej góry. Dekolt miała w kształcę litery V. Planowałam nie mieć welonu, tylko jakąś szykowną ozdobę we włosach. Naoglądałam się „Wspaniałego stulecia” stąd ten pomysł. Welon jednak dostałam od kuzynki, który idealnie pasował do tej sukni i przy tym zostałam. Naszyjnik miałam okazały, kolczyki delikatne. Za wszelką cenę chciałam uniknąć kiczu i myślę że mi się udało. Na studniówce miałam tandetny komplet, ale moda wtedy była taka, a nie inna. Wybierając suknie i wszystkie dodatki absolutnie nie patrzyłam na to co jest w trendach. Chciałam ubrać się jak najbardziej klasycznie, żeby za parę lat czegoś nie żałować. Ślub był w październiku, musiałam więc zaopatrzyć się w jakieś okrycie wierzchnie. Wybór nie był łatwy, bo nic mi się nie podobało. Za wszelką cenę, chciałam uniknąć satynowego bolerka. W końcu trafiłam na coś, co przykuło moją uwagę. Wyglądało to, jak taki sweterek bez guzików, zrobiony ze śnieżnobiałego puchu, wiedziałam, że to jest to. Kwiaty i wystrój były w kolorach bieli i delikatnego różu. Fryzura była bardzo w moim stylu. Włosy były pofalowane i nisko upięte. 

Aż się rozmarzyłam „chwaląc” się Wam moim wyglądem w dniu Ślubu.

Zdaję sobie sprawę, że mój wygląd nie każdemu mógł odpowiadać. Napisałam Wam jednak o moich odczuciach, o tym jak ja się w tym czułam i sobie podobałam. To jest najważniejsze w tym wszystkim. Czuć się samemu dobrze. Nie trzeba zadowolić wszystkich. Zresztą to i tak by się nie udało, bo gust każdego z nas jest zupełnie inny. 

Nieraz łapię się na tym, że pomyśle „O matko! Jak ona mogła ubrać coś takiego?”. Po chwili uświadamiam sobie, że tej osobie akurat to może się podobać, być w jej stylu. Zresztą ona to samo może pomyśleć o mnie…

Aa i żeby nie było, że jestem egoistką. Mój mąż także prezentował się świetnie. Nasza Klaudia miała czerwoną sukienkę z białymi dodatkami. Wyglądała prześlicznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail