27 maja 2017

Image z przeszłości

Nie kupuje bluzek, które się gniotą, bo wiem, że nie będę ich prasować (i leżą odłogiem). Szkopuł w tym, że lubię eleganckie bluzki, a one przeważnie wymagają prasowania. Na szczęście można znaleźć dwa w jednym. W przystępnej cenie rzecz jasna.

Wiem dlaczego nie lubię kupować drogo. Parę razy udało mi się coś wyrwać po promocji i potem trudno mi jest dać więcej.

Pochwalę się, że moje włosy po kilku myciach nabrały pięknego koloru. Jestem w szoku. Nie liczyłam na tak fajny efekt. Nie skończę więc z eksperymentowaniem na własną rękę. Choć po zobaczeniu pierwszego efektu przysięgałam, że już nigdy więcej (jak zawsze). W lumpeksach też nie miałam już kupować, a co jakiś czas tam zaglądam.

Czas na trochę historii. 

Kiedy poznałam Grzesia moim wyjściowym strojem były czerwone adidasy, za duże o co najmniej jeden numer. Bardzo mi na nich zależało, a mniejszych nie było. Dobrałam do nich czerwoną, „elegancką” torebkę. Moim okryciem wierzchnim był czarny płaszczyk, z przydługimi rękawami, długości za pupę. Pod spodem często wystawała fioletowa bluzeczka, najefektowniejsza z mojej kolekcji. Do tego oczywiście dzwony! Moje koleżanki zdążyły przerzucić się na rurki, ja nadal uparcie nosiłam dzwony, wierząc, że gruszka absolutnie nie może założyć wąskich spodni. Włosy czesałam w koczek i opaską zaczesywałam włosy do góry. Podstawą były ekstrawaganckie kolczyki. Im większe, im bardziej tandetne tym lepiej. Mój mąż do dziś ma ubaw, że kiedy mnie poznał miałam dwie pary butów, czerwone adidasy i drugie trochę lepsze. Pierwszy raz zobaczył mnie w tych trochę lepszych. Były to beżowe baleriny, z tyłu marszczone gumką. Tylko te pasowały na moją małą stopę, dzięki tej gumce. Wszystkie inne zjeżdżały z mojej pięty. 

Miałam wtedy okres na bardzo cienkie brwi. Skubałam je jak szalona. Później się opamiętałam. Teraz depiluje je bardzo naturalnie. Kredki także nie żałowałam na powiekach. Obrysowywałam oko dookoła, nie żałując. Skończyłam z kredką, kiedy złapałam zapalenie spojówki. Ból był potworny! Nie malowałam nawet rzęs kilka dni. Zresztą nawet o tym nie myślałam. Pracowałam wtedy w bibliotece. Po paru dniach nieobecności przyszłam bez kredki, rzęsy miałam wytuszowane. Koleżanka stwierdziła, że o wiele lepiej tak wyglądam i przy tym zostałam. Dopiero niedawno wróciłam do kredki, którą teraz maluję się bardzo delikatnie na górnej powiece. Oszalałam za to na punkcie szminek. Bez koloru na ustach czuje się nijaka. Nawet po domu chodzę „wyszminkowana”. Co przyzwyczajenie robi z ludźmi… Z 3 lata temu nie było żadnej szminki w mojej kosmetyczce.

Klaudia śpi. Za chwilę będzie 18, a ona sobie długą drzemkę urządziła. Pogoda jest beznadziejna. Pada, wieje i nie ma słońca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail