19 kwietnia 2017

Pani "przedszkolanka" nie ma lekko

Spotkałam dziś moją ulubioną nauczycielkę z przedszkola. Nigdy nie przejdzie obok człowieka obojętnie. Podziwiała moją córcię i stwierdziła, że ma moje oczy i jest bardzo podobna do mnie. Ucieszyło mnie to niezmiernie, bo moja córka to prawdziwa piękność. Pytała się czy jest spokojna. Musiałam zaprzeczyć, bo Klaudia to przecież wulkan energii. 
Z Kamilą rozmawiałyśmy kiedyś, że lepiej mieć wymagające dzieci, bo są bardziej zaradne w dorosłym życiu. 
Mówisz - masz! 
Chyba coś w tym jest. Już od małego są uparte, dążą do celu, nie poddają się łatwo.
Kiedy Klaudia zaczęła mnie bombardować kopniakami w brzuchu wiedziałam, że będzie żywiołowa, charakterna, uparta. Naprawdę. W ogóle nie jestem zaskoczona. Myślę też, że kiedy będę miała drugą córkę, jeśli będę miała, będzie spokojna. Haha! Skąd ja to biorę?
Wracając do „mojej Pani Przedszkolanki” stwierdziła, że nie chciałaby w tych czasach wychowywać czy pracować z dziećmi. Internet i telewizja robią swoje. Dzieci trudno zadowolić, szybko się nudzą. Dziecko musi się dostosować do społeczeństwa. Mieć i znać się na gadżetach. Trudno jest zaszczepić  w dziecko ambicję. Czarny scenariusz!
Coś w tym jednak jest. Niestety. Mam nadzieje, że moja córka zakocha się w książkach.
Ta rozmowa dała mi jeszcze coś. 
Gdy sama byłam przedszkolanką (niektórych obraża ta nazwa, mnie nie) bardzo bałam się tego, że jakieś dziecko powie, że było nudno w przedszkolu. Nie martwcie się, usłyszałam to nieraz. Słyszałam także wiele razy, że jest super! Wszystkim nie podoba się to samo. Dzieci również wyrabiają swoje preferencję. Myślę, że najkorzystniej robić wszystko najlepiej jak się potrafi i odpuścić. Lęk przed czymś, co jest poza naszym zasięgiem nie pomaga. 
Długo nie chciałam przyznać, nawet przed samą sobą, że boję się w tej pracy najbardziej tego, że nie sprostam dziecięcym, aczkolwiek niemałym wymaganiom. Czułam się gorsza od dziewczyn ze studiów, które były już nauczycielkami.Wydawały mi się takie kompetentne. Teraz kiedy widzę, że dla wielu osób jest to trudna praca, oddycham z ulgą. Sądzę też, że z takim nastawieniem będę lepszym nauczycielem w przyszłości.
Odnosi się to także do codziennego życia. Nie każdy musi nas lubić, nie każdemu musimy się podobać. Oczywiście, fajnie by było gdyby tak było (patrzcie, jaki piękny rym!). 

Mam jeden wyjątek w tej kwestii. Uważam, że warto się starać dla swojej drugiej połowy. Ubrać coś, w czym nas lubi, nie ubierać tego, czego nie znosi. Nie mówię tu rzecz jasna o przestaniu bycia sobą, bo taki związek nie ma sensu. Chodzi mi o takie drobnostki, które mogą budować naszą relację. Osobiście lubię ubierać to, co podoba się mężowi. Lubię mu się podobać. Nie widzę w tym nic złego. Trochę zajęło mi poznanie gustu męża. Mój również uległ zmianie. Zaczęły mi się podobać błękity. Do twarzy mi w nich. Nie lubię już fioletu. Są to autentyczne zmiany, nie zmuszam się do nich. Chyba tak to już jest, że dużo rzeczy udziela się nam dzięki przebywaniu z drugą osobą. Nikogo tu do niczego nie zachęcam rzecz jasna. Pewnie są takie osoby, które absolutnie niczego by nie zmieniły dla kogoś. I bardzo dobrze! Każdy ma prawo do własnych wyborów. Chociaż jeśli ktoś ma ochotę wypróbować moje sposoby, to śmiało.
Ps. Od dwóch dni zaniedbuje angielski… Dzisiejszy dzień był ciężki. Klaudia spała w samochodzie, więc zostałam pozbawiona przerwy. Ostatnio marudzi, wychodzą jej kolejne zęby. Jeśli chodzi o ząbkowanie jest złotym dzieckiem. Trochę pomarudzi i to na tyle. Oby z kolejnymi zębami też tak było.
Jest godzina 1 w nocy. Zastanawiam się, czy odpuścić sobie ćwiczenia. W końcu był spacer. Na zastanawianiu zawsze tracę kilka cennych minut. W ogóle uzależniłam się od pisania do Was. Dopiero kiedy coś "nabazgram", zaliczam dzień do udanych. Myślę, że mój "nałóg" nie należy do najgorszych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail