09 lipca 2017

Przesądna Lola

Kiedyś kupiłam sobie korektor w sztyfcie na pryszcze. Jak na złość żaden pryszcz nie gościł na mojej twarzy, żeby go wypróbować. Nie mogłam się doczekać aż jakiś wyskoczy. 

Wariatka! 

Wiadomo, jak już się zjawiły, to całą armią! Następnie czekałam z niecierpliwością aż wszystkie znikną…

Kiedy pochwalę swoją cerę, włosy, ogólnie wygląd, to na drugi dzień czeka mnie niespodzianka w postaci pryszcza czy przyklapniętych włosów. Tak samo mam z ludźmi, wolę nie chwalić moich relacji z nimi, bo często wtedy nie układają się one tak jakbym chciała. Wiem, że to wszystko tkwi w mojej głowie, ale wolę dmuchać na zimne. 

Tak samo z przesądami, niby nie wierze, ale a nuż nie przejdę pod drabiną... A kiedy czarny kot przebiegnie mi przez drogę, tłumaczę sobie, że miał białą plamkę albo nie był czarny tylko ciemno brązowy... Natomiast lubię kiedy swędzi mnie lewa dłoń (niespodziewany zastrzyk gotówki ), w tej sytuacji nic nie mam do przesądów… 

Aczkolwiek cieszyłabym się, gdyby przesądy nie przesądzały o moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail