09 czerwca 2017

Pociagowy nie pociągający

Wczoraj mnie tutaj nie było. Byłam tak padnięta chodzeniem po galerii, że od razu poszłam spać. Obudziłam się dziś po 8. Naprawdę wypoczęta! Człowiek potrzebuje czasem odpuścić. Nawet nie ćwiczyłam. Wytłumaczyłam sobie, że przecież dość się nachodziłam. Klaudia jeszcze śpi, więc postanowiłam wykorzystać tę chwilę i się do Was odezwać. Najczęściej budzi się razem ze mną. Chociaż wczoraj bardzo mało spała, to pewnie dziś nadrobi (nadzieja umiera ostatnia).

Mam pewien limit tego, ile zdołam zrobić. 

Naprawdę. 

Po 8 godzinach pracy w przedszkolu i 3 godzinnym dojeździe, musiałam iść spać. Byłam tak nerwowa, że nie dawałam rady. Pamiętam, jak w bibliotece trzeba było być cały dzień. Zdarzyło się to parę razy, kiedy były jakieś występy. Inni jeszcze dawali radę, a ja po prostu spałam na siedząco. Tak samo, kiedy sprzątałam. Po sprzątnięciu mieszkania „kotów”, zajmowało mi to około 5 godzin, nie miałam siły już na nic. Przedtem oczywiście, sprzątałam klatki, z jakieś 3 godziny. Uczyć również wolałam się etapami. Wiedziałam, że nie dam rady opanować dużego materiału w krótkim czasie. Potrzebuje przerw. W gimnazjum potrafiłam wstać rano i się trochę pouczyć, zamiast ślęczeć do wieczora. Lepiej wchodziło do odświeżonego mózgu. 

Taki ze mnie był kujon!

Wracając do moich randek, miłości, adoratorów. Zwał jak zwał. Jechałam pociągiem. Miałam ubraną okropną beżową bluzkę. Nie dość, że beż to absolutnie nie mój kolor, to na dodatek miała nietwarzowy kołnierzyk. Reszty stroju nie pamiętam. Bluzki jestem pewna. Jechał tam chłopak, a ja sobie wmówiłam, że na mnie patrzy i się mu podobam. Odszukałam go na naszej klasie i coś tam do niego napisałam. Wymyśliłam jakąś historię, której nie pamiętam. Wiem, że długo się nad nią głowiłam. Jakoś nazajutrz, jechaliśmy z klasą do Krakowa, więc przez tydzień nie miałam dostępu do Internetu. Którego dnia wchodziliśmy na Dzwon Zygmunta. Legenda z nim związana mówi, że trzeba go dotknąć i w tym momencie pomyśleć życzenie, aby się spełniło. Moim życzeniem było oczywiście, żeby Nieznajomy z pociągu odpisał na wiadomość. Dobry Zygmunt mnie wysłuchał. Jak tylko wróciłam, otworzyłam Internet i oczom nie wierzyłam, że moje życzenie się spełniło. Rzecz jasna, moja wizja tego chłopaka, to co sobie wyobrażałam w związku z nim, jaki jest itp. znacznie odbiegała od prawdy. Do dziś, dla moich koleżanek i dla mnie jest „Pociągowym”.

Teraz tak sobie myślę, że praktycznie w żadnym obiekcie swoich westchnień nie byłam zauroczona. Po prostu chciałam mieć o kim myśleć, marzyć. Wyobrażać wspólną przyszłość. Bez potencjalnej miłości było po prostu nudno. Kiedy na horyzoncie nie było kogoś, kto naprawdę mógł się podobać, to wyszukiwałam najlepszego kandydata z dostępnych moim oczom i dorabiałam historię.

Miałam przebłyski odwagi, nie sądzicie?

Potrafiłam przecież pierwsza napisać do chłopaka. Całe szczęście, że dorastałam w dobie Internetu, bo na żywo kto wie czy byłabym tak odważna? Poza tym chodziłam jednak na te randki, z myślą, a nuż to może być ten?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail