10 czerwca 2017

Laleczka

Laleczkę poznałam w Liceum. 

Chciał się mną zaopiekować (tak myślę). Zaoferował książki, które mógłby mi dać do 1 Liceum. Sam był w 2. Pewnie uznał, że jestem zagubiona i potrzebuje pomocy. W ogóle nie był w moim typie. Był zbyt romantyczny. Chyba przyciągałam takich chłopaków. 

Jednego dnia odprowadził mnie spod szkoły na busa. 

I uwaga! 

Po drodze kupił mi róże!

Jak sami już wiecie, nie lubiłam jeździć z kwiatami w środkach komunikacji, bo się wstydziłam. 

Moje nowo poznane koleżanki, kiedy zobaczyły mnie z różą, podziwiały, że mam takiego adoratora. Później im przeszło. 

Swoją drogą miałam tupet. W ogóle się nie malowałam, miałam beznadziejnego kitka z tyły głowy, nawet brwi nie miałam wyregulowanych, a chciałam nie wiadomo kogo! 

Raz odwiedził mnie w mojej wiosce, poszliśmy na spacer. Kiedy moja mama go zobaczyła, uznała, że wygląda jak „laleczka” i został Laleczką. Myślę, że byłam wredna dla niego… Pewnie stwierdził, że pomylił się co do mojej osoby.

Wszystkie te doświadczenia nauczyły mnie, żeby nie skreślać za szybko ludzi. Dawać im szanse. Co najważniejsze, być dla siebie życzliwymi.

Klaudia spacerowała dziś po dworze za rączkę. Piszczała ze szczęścia. Fascynowało ją wszystko. Zdziwiło mnie jak mało ludzi się do niej uśmiecha, jak mało osób cieszy widok szczęśliwego dziecka. Odkąd mam Klaudię uśmiecham się do obcych dzieci, cieszy mnie ich widok, ich radość. Przed Klaudią też nie widziałam, ile dobrego dzieci wnoszą do tego świata. Są szczere, prawdziwe, nie udają. Moim zdaniem powinniśmy brać z nich przykład.

Podobne doświadczenie mam, jeśli chodzi o Kościół. Często obserwuje, jak ludzie chodzą do niego ze skwaszonymi minami, obmierzają się nawzajem. Też taka byłam… Szłam do Kościoła i miałam nerwy na ludzi, którzy tam byli. Mija się to z celem, prawda? Dopiero niedawno uzmysłowiłam sobie, że Kościół tworzą ludzie, powinni być radośni, uśmiechnięci. Zachęcać innych do Kościoła. Najlepsze w tym wszystkim to, że potem psioczymy na księży, że oni odciągają wiernych od Boga. Może po części jest to prawda, jednak my także mamy w tym swoją winę…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail