21 maja 2017

"Szalone" fryzury

Przypomniałam dziś sobie, kiedy Klaudia bawiła się moją opaską, że kiedyś nie wychodziłam bez niej z domu. Ubierałam taką cienką, plastikową opaskę pomiędzy grzywkę a resztę włosów. Miałam zawsze minimum dwie w razie czego. Raz jednak zdarzyło się tak, że połamałam ostatnią. W akcie desperacji od razu pojechałam do miasta po następną. Myślałam, że wyglądam w niej tak szałowo, więc nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe wyjście bez niej.

Gdy chodziłam do podstawówki prym wiodły dwa kitki. Rozpuszczonych włosów nigdy nie lubiłam, a w jednym kitku wyglądałam łyso. Że też nie wpadłam na kucyka u góry głowy! 

Miałam przedziałek po środku głowy, choć o wiele lepiej mi z przedziałkiem na bok. Ostatnio nawet planowałam przenieść go na drugą stronę, żeby włosy były uniesione, ale spadały mi na oczy i zrezygnowałam.

Opowiem Wam też o moim szale na piankę do włosów. Rok na pewno jej używałam i to na okrągło. W suche włosy wgniatałam piankę, dzięki czemu z prostych włosów robiły się fale i tym samym zwiększały objętość. Wyobrażacie sobie te oblepione strąki? Czasem uzyskiwałam lepszy efekt a czasem gorszy. Najgorsze jednak było to, że z miękkich jedwabistych włosów robiły się sztywne i szorstkie. Znosiłam to jednak w imię kręconych włosów. Jak byłam małą dziewczynką każda Pani z kręconymi włosami była dla mnie piękna. Nie ważne, czy faktycznie miała ładną twarz czy nie, kręcone włosy robiły wszystko. 

Moje włosy z czasem odmówiły współpracy z pianką. 

Dzięki Bogu! 

Nawet pianka nie dodawała im "życia" i na szczęście przestałam jej używać. A po jakimś czasie obejrzałam film na you tubie, w którym kosmetyczka mówiła, że nasze ciało czasem odrzuca to, co przez długi czas się u nas dobrze sprawdzało. Utwierdziło mnie to w tym, że pora z nią skończyć.

Następnie nadeszła pora na usilnie uniesienie włosów u nasady. Chciałam mieć niskie upięcie z jednoczesnym podniesieniem góry włosów. Moje włosy w ogóle nie współpracowały, chyba z racji tego, że są z natury bardzo delikatne. Musze zaznaczyć, że uniesienie chciałam uzyskać przy pomocy wsuwek, bez ingerencji tapirowania i lakieru. Wszystko drogą naturalną. Wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem, a ja wciąż nie dawałam za wygraną. W końcu, na szczęście, to olałam i postawiłam na koczek u góry włosów, który towarzyszy mi do dziś. Ciekawe, kiedy najdzie mnie ochota na zmianę? Natomiast w uzyskaniu zadowalającej objętości pomaga mi puder dla dzieci, mąka ryżowa albo ewentualnie suchy szampon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail