24 maja 2017

Jak to się mówi? Konserwator powierzchni płaskich?

„Ta dziewczyna naprawdę nie myśli! Zostawić takie gromadki piasku na środku!”

Rzekła Tarnowska (nazwisko zmienione) schodząc ze schodów. Nie spodziewała się, że mnie spotka w połowie drogi. Chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby faktycznie spodziewała. 

Miałam zamiar pójść po te gromadki. Nie chciałam po prostu kurzyć od samej góry. 

Intencje były szlachetne...

Nie cierpiałam tej klatki między innymi przez tę kobietę, która zawsze miała jakieś ale, choćbym stanęła na rzęsach. Pewnie gdybym jej choć raz odpyskowała odwaliłaby się. Jednak moja natura mi na to nie pozwoliła. Klatka ta była niewdzięczna również  z tego względu, że była największa. Nie dość, że miała 3 piętra, to na dodatek długie korytarze, co się wiązało z większą liczbą lokatorów. No i musiałam kawał drogi przebyć z wiadrem pełnym wody, bo była najdalej. Co więcej, musiałam wziąć dwa wiadra, bo jedno było brudne już na starcie. 

Najlepsze były trzy klatki obok mojej kanciapy, dwupiętrowe, jasne. Łatwo było utrzymać w nich czystość. Okna także miały łatwe do mycia, bez żadnych krat i pojedyncze, tylko u góry. W pozostałych klatkach były okna u góry i na dole na jednej ścianie. Te na dole miały kraty, które trzeba było ściągnąć, żeby okno w ogóle otworzyć. Mycie okien było wyższą szkołą jazdy. Codziennie w każdej klatce czyściłam szyby w drzwiach, pomimo to, że mijało się to z celem, bo po chwili były "obłapane". Lubiłam to robić, bo od razu robiło się jakoś schludniej. Później zmieniłam „rejon” na trochę większy, żeby mieć więcej pieniędzy. Tam wszystkie klatki były ciemne i nie było efektu, kiedy posprzątałam. Tyle było tam dobrego, że nikt się mnie tam specjalnie nie czepiał. Chociaż większy sentyment mam do moich pierwszych klatek, wspominam je z nostalgią (chociaż nie wiem, czy wypada myśleć tak o klatkach?)

Spędziłam w tym znoju równo 3 lata! Odpowiadało mi to,  ze względu na studia. Mogłam wszystko pogodzić i miałam dużo czasu dla siebie. Na naukę znacznie mniej. Oczywiście wstyd mi było mówić o tym, gdzie pracuje. Mogłam wtedy usłyszeć jakie są zalety pracy 3 godziny dziennie i wolnych weekendów. Rozgrzeszało mnie trochę to, że studiuje, a więc mam wyższe aspiracje. Nie myślcie, że było tak kolorowo z tymi weekendami. Zimą czasami trzeba było się zjawić, żeby odśnieżyć chodniki!
 W tym okresie modliłam się o bezśnieżną zimę. Teraz współczuje wszystkim, którzy muszą odśnieżać. Zdarzało się, że Jadzia wysyłała Ryśka i Krzyśka do pomocy. Rysiek sprzątał plac, a Krzysiek mu pomagał za piwo. Chociaż to Krzysiek odwalał całą robotę. 

Krzysiek był sympatyczny i kulturalny za nich obu.

Później, żeby dorobić zaczęłam sprzątać mieszkania. Zahaczyła mnie lokatorka, bo jej syn szukał sprzątaczki. Byłam u nich z 3 razy i chyba się nie sprawdziłam, bo przestali się odzywać. Zresztą na samym początku usłyszałam, że sprzątała przede mną Ola, która niestety wyjechała i nie może już sprzątać. A bardzo się z nią zaprzyjaźnili. Chyba nie dorównałam Oli.  Ich sąsiadom za to moja praca odpowiadała. Pewnie nie mieli okazji poznać Aleksandry. Sprzątałam u nich dwa lata. Nawet opiekowałam się kotami, kiedy wyjechali na wakacje. Mieli hodowlę rasowych kotów. Wtedy właśnie pokochałam koty, których przedtem nie darzyłam zbytnią sympatią. Lubiłam tam sprzątać, bo nie wydziwiali. Byleby było czysto po mojej wizycie. Poza tym sierść kotów była wszędzie, dzięki temu efekt moich starań był szybko widoczny. Fajne było też to, że nie chodzili za mną, nie zagadywali na siłę. Dawali wolną rękę. Często nawet nikogo w domu nie było, oprócz kotów. Z czasem zaczęłam nawet sprzątać kocie kuwety, co nie było w umowie. W tym okresie mega schudłam. Poza sprzątaniem jeździłam dużo na rowerze, to wszystko zrobiło swoje. Patrząc na zdjęcia z tamtego okresu, wole siebie w wersji rozmiar większej. 

Nie dogodzisz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail