25 kwietnia 2017

Styl albo raczej jego brak

Dostałam od mamy sto złotych. Oczywiście musiałam od razu w siebie zainwestować. W ramach oszczędności szłam z Ewą i Igorem z buta (czyt. pieszo) do miasta i z powrotem. Nasza wieś była oddalona o 5 km od pobliskiego miasteczka. Na targu kupiłam (praktycznie wszystko stamtąd kupowałam) brązową katanę, spod której  wystawała imitacja bluzy, tzn. kaptur i rękawy. Byłam zachwycona! Wyobrażacie sobie? Nie dość, że brąz to jeszcze sportowa elegancja! Kupiłam też czarną torebkę, w sportowym stylu, przewieszaną przez ramię. 
Nie pamiętam, czy starczyło mi na coś jeszcze. 
Gdy szliśmy z powrotem, po drodze zgubiłam torebkę... 
Kiedy się zorientowałam biegliśmy jej szukać. Na szczęście ktoś kto jechał samochodem zauważył ją i nam podrzucił, także oszczędził nam trochę drogi.
Igor miał poczucie stylu z wyższej półki. Jeździł kupować ubrania do miasta nieco dalej naszej wsi i nieco większego. Pojechałyśmy z nim. Po udanych zakupach, chyba nawet sama dorwałam coś z promocji, postanowiliśmy pójść na kebab. 
Czekamy za zamówienie. 
Igor z Ewą usiedli się na barowych krzesłach, wiecie takich wysokich, mnie to przerosło i siedziałam sama, obok nich, przy niziutkim stoliku. Bałam się, że nie dam rady na nie usiąść i się ośmieszę, więc nawet nie próbowałam.  
W tym miejscu muszę to zrobić "hahahahaha!"
Klaudia ma drzemkę. Liczę na dwie godziny luzu. 

Matki mają wymagania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail