17 kwietnia 2017

Stresujące spacery

Wróciłam z Klaudią z Kościoła. Nie marudziła za dużo. Dopiero pod koniec mszy zaczęło się jej nudzić. Oczywiście musiałam z nią chodzić za rączkę, bo moja Sroczka nie ma pupy do siedzenia.

Gdy byłam w ciąży, wyobrażałam sobie, że będę jak dama spacerować z wózkiem całymi dniami. Już po pierwszym spacerze wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Klaudia akceptowała leżenie w wózku tylko wtedy, kiedy spała. Gdy się obudziła musiała być szybko brana na ręce. Po pół godzinie chodzenia wiedziałam, że muszę się trzymać blisko domu. Nie powiem, trochę stresowały mnie spacery, jednak nie rezygnowałam. Miałam nadzieje, że jeżdżenie wózkiem zacznie się jej podobać, gdy zacznie siedzieć. Nic z tych rzeczy! Podczas zakupów z nią, wiedziałam, że muszę działać szybko. Na szczęście Klaudia ma szybką mamę. Może po prostu się dostosowała? Chociaż mój mąż uważa, że nie jestem szybka, a chaotyczna. Myślę jednak, że po prostu czasem z tej szybkości rodzi się chaos. Pamiętam jak Kinga ostrzegała mnie, żebym nic nie planowała, bo nie wiadomo czy Klaudia będzie lubiła jeździć w wózku. Myślałam sobie, co ona za bzdury opowiada! Jak dziecko może tego nie lubić? Pewne rzeczy trzeba przeżyć samemu, żeby zrozumieć.
Niekiedy miałam wrażenie, że wszystkie mijane dzieci siedzą grzecznie w wózku, tylko nie moja Klaudia!
Ps. Napiszę Wam coś jeszcze, żeby nie zapomnieć. W końcu odkryłam metodę na moje oklapnięte włosy. Nie twarzowo wyglądam w przylizanych fryzurach. Myje je wieczorem, a czesze dopiero rano. Jestem nimi dziś zachwycona. Niedawno kupiłam takie spinki, które wkłada się pod włosy, żeby je uniosły(mój mąż uznał, że wyglądam jakbym miała odwłok na głowie, więc opuściłam). Próbowałam różnych fryzur. Zawsze jednak wracam do koczka u góry głowy. W rozpuszczonych nigdy nie chodzę, bo wyglądam jak topielica. Włosy są naprawdę ważne, jeśli chodzi o wygląd! Potrafią nieźle skopać temat albo na odwrót. Grube, długie loki załatwiłyby sprawę. Nie no żartuje, doceniam to co mam, bo kiedyś miałam mniej na głowie. 
Moja mama to ewenement. Gdy była dzieckiem miała taki sam problem co ja – cienkie włosy. Teraz o jej włosach nie można powiedzieć, że są cienkie. Są naprawdę przyzwoite. Nic nie robiła, żeby je zagęścić, po prostu z czasem się takie zrobiły. Czyżby lepsze geny na drugą połowę życia? Klaudia na szczęście już ma piękne włoski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail