29 kwietnia 2017

Nieco wybredne podniebienie

Jestem uzależniona od słodyczy. Ćwiczę, z myślą, że będę mogła zjeść coś słodkiego bez wyrzutów sumienia. 

Najlepsze uczty były po dłuższej trasie rowerem! Najbardziej lubię wafelki. Od dziecka. Najlepiej czekoladowe. Kiedyś prym wiodły grześki toffi. Później góralki, na końcu prince polo, koniecznie classic. Dzisiaj lubimy z tatą wafelki z biedronki czekoladowe "tasso". Tata zawsze się mnie pyta czy kupiłam nasze nocne wafelki. On i ja podjadamy w nocy. Ja z tego względu, że chodzę spać około 1, a tata robi sobie przerwę w spaniu. Najlepiej smakują mi wafelki z bananem albo z maślanką. Bez niczego są dla mnie za słodkie. Koniecznie muszą być świeże. Tłumacze tacie, żeby zamykał opakowanie, on jednak twierdzi, że zdążymy je zjeść zanim wywietrzeją. 
Zapomniałabym wspomnieć o familijnych! Z Ewą w gimnazjum wciągałyśmy paczkę dziennie. Rzecz jasna czekoladowych. Najlepiej smakowały dwa naraz.
Aż zgłodniałam!
Lubię też wafelki truskawkowe i ciastka kruche z galaretką. Ostatnio czytałam, że galaretka ma zbawienny wpływ na nasza urodę. Włosy, skórę i paznokcie, bo zawiera kolagen. Można jeść bez wyrzutów (haha, żartuje) . Najlepsza jest galaretka z bananem. Dobrze jak jest żółta, zielona albo pomarańczowa. W skrócie mówiąc nie lubię czerwonej. 
Bądź co bądź jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o słodycze i jedzenie w ogóle. Lubię je sama sobie przyrządzać. To znaczy nie wymagam cudów na talerzu, ale po prostu lubię je robić po mojemu. Zawsze dziwiłam się bratu, który mnie o to prosił. Robiłam to najczęściej chętnie, bo mogłam podejść. Tak, tak, byłam łasuchem... Mój brat miał dla mnie ksywę "śmietniczka grubejker". Najlepsze były bułki. Mogłam wyjeść środek i przykryć to, czego brakowało masłem i serem. Trzeba było uważać, żeby nie przekroczyć granicy, bo z bułki robiła się cienka kromka.
Z Igą, Ewą i Igorem byliśmy miłośnikami chipsów. Nasze spotkanie zawsze się od tego zaczynały albo kończyły. Z Ewą wolałyśmy paprykowe. Serowo-cebulowe do mnie nie przemawiały, bo niezbyt ładnie pachniało po nich z ust. 
Szybko rozstałam się z chipsami. Nie kosztowało mnie to dużo wysiłku. Tak samo i odstawienie napojów gazowanych. Teraz w ogóle nie zaczynam jeść chipsów, bo wiem, że na paru się nie skończy. Generalnie preferuje lekkostrawne jedzenie. Nie przepadam za uczuciem ciężkości w żołądku. 
Wiecie co mi pomaga nie jeść chipsów ani frytek? Gdy sobie pomyślę, że będę się źle czuła. Na mnie to działa. Kiedyś przeczytałam, że ludzie dzielą się na tych, którzy nie będą czegoś robić, gdy pomyślą o konsekwencjach. Natomiast po drugiej stronie stoją Ci, których mobilizuje to, jaki będą mieli z czegoś zysk. Jestem osobą z  pierwszej grupy. Rozumiecie? Jednych trzeba czymś odstraszyć, żeby zmobilizować do działania, a drugich czymś przyciągnąć. Mnie do ćwiczeń nie mobilizuje myśl o świetnym ciele, ale to, jak sflaczeje, kiedy nie będę ćwiczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail